Nasz mural w korytarzu

Ładny mural i dobra porażka, czyli sprawozdanie z udziału w programie Innaczej 2024/2025.

Cel: wspólnie ze studentkami – praktykantkami z gdyńskiej uczelni Merito stworzenie i przetestowanie pomysłów na przyciągnięcie młodzieży z pobliskiego ogólniaka na zajęcia w naszym Domu Sąsiedzkim lub przynajmniej ustalenie, dlaczego do nas nie przychodzą.

Nasze pierwsze spotkanie ze studentkami, jeszcze przed decyzją w sprawie realizacji projektu, potwierdziło, to, co i tak w zasadzie wiedzieliśmy: oznakowanie Domu Sąsiedzkiego na budynku przychodni jest słabe, trudno nas znaleźć, a jak się już nas znajdzie, to długi korytarz wejściowy może odstraszyć co wrażliwszego gościa. Studentki zaproponowały poprawę informacji wielkoformatowej na budynku Przychodni oraz próbę przyciągnięcia artystycznej młodzieży przez zorganizowanie cyklu działań kreatywnych. Istniała nadzieja, że dzięki temu powstałaby młodzieżowa ekipa artystyczna, która będzie mogła wymalować nasz korytarz tak, by go ożywić, a potem będzie komu prowadzić działania kreatywne.

My i tak planowaliśmy wymalowanie ścian w naszej siedzibie, by je ożywić.
Byliśmy świadomi braków w oznaczeniu naszej siedziby na budynku Przychodni Morena, w którym mamy siedzibę.

W sumie zgadzaliśmy się ze studentkami, a jak się okazało, że jeszcze nasz wspólny projekt dostał dofinansowanie, to się bardzo ucieszyliśmy.

Wspólnie z praktykantkami stwierdziliśmy, że dobrze będzie przeankietować jakąś grupę ludzi, którzy do nas nie przychodzą, zeby się dowiedzieć, co możemy zrobić dla naszego Domu Sąsiedzkiego.
Wspólnie ustaliliśmy tekst ankiety internetowej (Google Forms) dla młodzieży. Najważniejszymi pytaniami było, czy mają wolny czas i co by chcieli robić.
Wyników ankiety niestety nie znamy, bo dostęp do formularza miały praktykantki, a kontakt z nimi nam się urwał pod koniec maja – przestały odpowiadać na nasze majle, chyba weszły w sesję egzaminacyjną..

W kwietniu zorganizowaliśmy 2 razy warsztaty malarskie, ogłaszane jako „dla młodzieży”. I tu zaczęła się nam rzeczywistość zamiast złudzeń. Wśród uczestników zajęć, tylko jedna osoba by pasowała wiekowo do bycia młodzieżą, była jedna dorosła studentka oraz trójka małych dzieci. Na trzecie zajęcia nikt nie przyszedł, a potem malarka prowadząca zajęcia wyjechała na miesiąc na urlop.

Pierwotnie myśleliśmy, żeby zrobić jakieś zajęcia malarskie – projektowe najpierw na papierze, a potem, by wybrane prace przenieść i utrwalić na ścianie.

Studentki jednak zaproponowały koncepcję spójnego murala „Miasto marzeń”.
Za pomocą programu graficznego zrobiły wizualizację – propozycję wymalowania ścian naszego korytarza.
Pomysł nam się spodobał, ale stwierdziliśmy, że jest nieco ciemny. Potem okazało się, że studentki wykorzystały nie własne zdjęcie, tylko coś z nieokreślonych źródeł. W zasadzie wtedy nam się kontakt ze studentkami urwał – dla nich zbliżały się terminy sprawozdań, zaliczeń i koniec projektu, a my nie zaczęliśmy jeszcze malować.

Zdecydowaliśmy, że zrobimy mural z widokiem Długiego Pobrzeża z Żurawiem w środku. To rozwiązanie umożliwiało by nam wykorzystanie ściany do ewentualnych wystaw. Postanowiliśmy zrobić najpierw jedną ścianę i zobaczyć, jak to pójdzie.

Przygotowaliśmy plakat zachęcający ludzi do zgłaszania się do wspólnego malowania murala. Zgłoszenia, ale ustne, w rozmowach powoli spływały.
Postanowiliśmy zrobić akcję malarską pod koniec czerwca, by połączyć ją z piknikiem świętojańskim i zobaczyć, co się stanie/ Mieliśmy nadzieję, że w wakacje pojawi się jakaś wyczekiwana młodzież.

W rzeczywistości do malowania ściany faktycznie prawie nikt spoza naszej załogi się fizycznie nie zgłosił, za wyjątkiem dwóch młodych dziewcząt, a to już były wakacje.
Wyszło na to, że nasza akcja promocyjna: plakaty, internet, namawianie nie wyszła.
Czy ludzie się aż tak bali pobrudzić farbą? A może rozmiar projektu ich przeraził? Nie wiemy.

Emerytowana dekoratorka teatru z Odessy obiecała nam pomóc w rozrysowaniu projektu ze zdjęć i przy zakupach. Mówiła, że niejedną ścianę już wymalowała, Ona od dwóch lat prowadzi u nas zajęcia lalkarskie – znamy się już dobrze. Rzeczywiście, bez niej byśmy sobie nie poradzili.

Jak wyglądało technicznie wykonanie naszego muralu?

Zaczęło się od kilku porannych wycieczek na Wyspę Spichrzów i Ołowiankę, żeby zrobić zdjęcia wszystkim budynkom w dobrym oświetleniu od wschodu i tak, żeby uchwycić niezbędne szczegóły architektoniczne. Te wycieczki później trzeba było kilka razy powtórzyć, żeby uchwycić brakujące detale, co wychodziło później, w czasie samego malowania.

Na podstawie zdjęć nasza graficzka zrobiła panoramę, a na jej podstawie schemat-siatkę zarysów krawędzi budynków, które należało przenieść na ścianę. Zrobiliśmy to rzutnikiem podłączonym do laptopa. Zaczęliśmy od Żurawia, by uzyskać proporcje, a potem jechaliśmy na boki – zarysy budynków z rzutnika rysowaliśmy kredkami na ścianie. Szczyty kamienic dorysowywaliśmy już ręcznie. To trwało dwa dni.
Potem, w trakcie malowania, się nam jeszcze nieco zmieniały koncepcje, na przykład zdecydowaliśmy, że na początku i końcu murala musi być brama i z tego powodu znikło klika kamienic. Niektóre fragmenty wielokrotnie przemalowywaliśmy, bo to, co na początku było wystarczająco dobre, później było zbyt marne. Przez dwa miesiące wakacji praktycznie co drugi dzień ktoś coś malował lub poprawiał. Główną osobą malującą była Tania, ale inne osoby też zostawiały swoje ślady na ścianie.

Na dzień dzisiejszy ściana została już wymalowana, a my nadal nie wiemy, jak skutecznie dotrzeć do młodzieży z pobliskiego ogólniaka.

Z drugiej strony wymalowana ściana korytarza jest bardzo ładna, bywa, że ludzie do nas przychodzą tylko po to, by popatrzeć, co robimy, a nawet przyprowadzają innych, by popatrzyli.

Co poszło nie tak?

  1. Okres testowania pomysłów:
    na początku było mowa o praktycznie całym roku, do 30 listopada – tak było w formularzach specyfikacji, a w umowie do 30 czerwca. Dopiero w końcu kwietnia okazało się, że testowanie z punktu widzenia studentek ma być jednak do końca kwietnia.
  2. Zaproszenie młodzieży na zajęcia malarskie nie wyszło.
  • a. możliwe, że nasze plakaty i nasze kanały informacyjne w internecie nie docierały wystarczająco skutecznie do okolicznej młodzieży.
  • b. możliwe, że propozycja zajęć malarskich nie została sformułowana w sposób wystarczająco ciekawy.
  • c. możliwe, że młodzież po prostu nie ma wolnego czasu – druga połowa roku szkolnego zwykle jest już rozplanowana. Możliwe, że młodzież planuje zajęcia pozalekcyjne na początku roku szkolnego, a najwięcej wolnego czasu ma w czasie wakacji.

Tu by się przydały wyniki ankiety dla młodzieży, ale ich nie znamy.

  1. Regularna współpraca z praktykantkami nie wyszła.
  • a. Możliwe, że praktykantki były za bardzo obciążone jednoczesną nauką i pracą.
  • b. Możliwe, że były wobec nas nieufne z powodu różnic pokoleniowych i kulturowych.
  • c. Na pewno terminy oddania sprawozdań i zdawania egzaminów praktykantek były różne w stosunku do optymalnego okresu na testowanie pomysłów na dotarcie do młodzieży, czyli wakacje lub początek roku szkolnego.
  • d. Na pewno nie zostaliśmy zasypani pomysłami, co moglibyśmy próbować zrobić, jeśli działania artystyczne nie wypalą.

Przyszłość projektu:

Dzięki projektowi na pewno nauczymy się podstaw pracy w wielkim formacie, zarówno na ekranie komputera, jak i w realu, na ścianie. My nadal mamy zamiar szukać dróg dotarcia do okolicznej młodzieży, żeby przynajmniej się dowiedzieć, dlaczego młodzi do nas NIE przychodzą.

Czy tak wygląda dobra porażka?


W przyszłości przygotowujemy się do wymalowania kolejnej ściany, tym razem z motywami historii naszej dzielnicy.

Zapraszamy chętnych do pracy w wielkim formacie. Wielkie zdolności nie są potrzebne, ważniejsza jest wola współpracy 🙂

Basia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nadchodzące wydarzenia